„Wypluj piłkę!”

Każdy jest ciekawy, taka już nasza ludzka natura. Pytamy, dociekamy, szukamy odpowiedzi. O dziwo, brzuch ciążowy (a przed ciążą, tzw. poobiadowy) nagle aktywuje w nas tryb prowadzącego „Jednego z dziesięciu”, kategoria „rozmnażanie”. Ja naprawdę cenię czyjąś ciekawość świata. Ba! Rozumiem nawet, bo to całe zamieszanie wokół dziecka, brzucha, porodu jest fascynujące, ale pomimo stanu błogosławionego i wielkiej radości (głównie radości, nie będę tutaj przytaczać niezliczonej ilości kopnięć prosto w pęcherz, przeponę czy też inne podroby, które akurat młode ma pod piętą), istnieją pewne granice. I mam tu na myśli przede wszystkim pytania i komentarze dotyczące „ciężarówek”. O ile przyszła mama jest w stanie wiele wybaczyć, to ku przestrodze wszystkich tych, którzy jeszcze nie oberwali (napuchnięta stopa to +10 do obrażeń), stworzyłam pewnego rodzaju krótkie zestawienie paru najczęściej pojawiających się według mnie komentarzy oraz pytań z wyrokiem natychmiastowym oraz takich, które sytuację mogą jeszcze uratować. Pamiętajcie, dystans! Nikomu nie zamierzam zaklejać ust na dziewięć miesięcy. 🙂

Jak już wspominałam, stworzyłam pewien podział. I tak oto, zaczniemy od komentarzy/pytań zasługujących na przybicie piątki krzesłem w twarz:

  1. „Jesteś w ciąży?” – dobra rada: o ile nie jesteś jakimś naprawdę dobrym przyjacielem kobiety, której zadajesz to pytanie, nie ryzykuj. Serio.
  2. „Planowałaś, czy wpadka?” – w sensie, czy to się stało przed wypiciem tej butelki wina, czy po?
  3. „Powinnaś teraz dużo odpoczywać/ spać.” – tak, wiem. Próbuję.
  4. „To na pewno będzie chłopiec/dziewczynka!” – brawo! Masz rację! W pięćdziesięciu procentach.
  5. „Połknęłaś arbuza/piłkę?” – ktoś tu nie uważał na lekcjach biologii. 🙂
  6. „Masz już rozstępy?” – tak. I hemoroidy. Pokazać?
  7. „Ile przytyłaś?” – ty pierwszy!
  8. „Ojej, to już niedługo?” – właściwie to dwudziesty tydzień, ale dzięki.
  9. „Szkoda, że nie możesz zapalić/ się napić/ iść na imprezę/ żyć jak dawniej” – mogę. Ale nie chcę.
  10. „Wolałabyś pewnie dziewczynkę/chłopca.” – niezmiennie od lat, funkcjonuje u większości z nas odpowiedź, że ma być zdrowe, nieważne, czy z siusiakiem czy bez. To nie knajpa, w której składamy zamówienia. 🙂

Istnieje jeszcze parę klasyków takich jak: „no to już się nie wyśpisz”, „zapomnij o podróżach”, „pewnie nieprędko wrócisz do pracy”, „jak ty sobie dasz radę?”. Pół żartem, pół serio chciałabym, żeby mimo wszystko ten odsetek ludzi, którzy jeszcze mają w sobie na tyle odwagi, by rzucać takimi hasłami, zastanowili się czy warto. Nie mówię tu o przypadkach, w których zwyczajnie palniemy coś na prędce, czasami bez zastanowienia, i w naszym odczuciu kierowała nami troska. Nie. Mówię tu o sytuacjach, w których z pełną odpowiedzialnością pytasz kobietę w ciąży o rozstępy, o to ile zjadła, dlaczego tyle przytyła i czemu ma humory.

Dla równowagi, cztery proste pomysły na to, jak uratować sytuację i sprowadzić rozmowę na dobre tory:

  1. „Wyglądasz pięknie!” – użycie tego sformułowania wymaga wyczucia. Z reguły sprawia przyjemność, niemniej wystrzał tego rodzaju komplementem w naszą stronę, kiedy nie zdążyłyśmy ułożyć włosów, a na dresie widoczne są zdobienia w wyniku zbyt gwałtownego przemieszania pomidorówki – no cóż. No risk, no fun! 🙂
  2. „Ciąża Ci służy.” – strzał w dziesiątkę! Dla każdego, zaczynając od znajomych, kończąc na przyjaciołach i rodzinie. Bardzo uniwersalny, delikatny komplement, bez ryzyka uszkodzenia Ci twarzy.
  3. „Poradzisz sobie”. – Łatwe? Łatwe.

I ostatni, mój ulubiony:

„Będziesz świetną mamą.” – Bang! Gratulacje! Będziesz żył. 🙂

Wiadomo, że życie byłoby przyjemniejsze, gdybyśmy, jak na metce nowej bluzki, mieli wytłuszczone co nam wolno, co wypada, a czego za żadne skarby nie powinniśmy robić. I tu zaczynają się schody, bo przecież nie ma jednej, gwarantującej sukces instrukcji do każdego człowieka.

Jedyne co pozostawiam Waszej refleksji to to, czy zawsze coś, co w naszym mniemaniu może być w porządku, nie sprawi przykrości drugiej osobie. Staram się nie rozpatrywać innych przez pryzmat moich przekonań, a co ważniejsze lubię, gdy ktoś głośno i wyraźnie mówi mi o tym, co go może zaboleć. To właśnie jest ta metka, instrukcja której nie dostajemy gratis. Musimy sobie na nią zasłużyć. 🙂

1 Komentarz

  • Oooo szczególnie „arbuza połknęłas?” :p jeden z tekstów który irytuje nawet Twoje nie ciężarne przyjaciółki :p

Pozostaw odpowiedź Natasza Anuluj pisanie odpowiedzi